Deviant Login Shop  Join deviantART for FREE Take the Tour
×

:iconbrioszka: More from brioszka


More from deviantART



Details

Submitted on
November 3, 2013
Link
Thumb

Stats

Views
426
Favourites
7 (who?)
Comments
5
×
- Daj sobie spokój i tak nic nie zdziałasz.

Zatrzymałam się w miejscu. Dosłownie i w przenośni. Pytanie tylko, jeśli pytać o to drugie, kiedy to zrobiłam. Kiedy się zatrzymałam? Kiedy wyłączyłam zdrowy rozsądek i  kiedy przestałam być czujna? Pozwoliłam mu się omamić… Nie. Nie pozwoliłam. Ja mu po prostu zaufałam. Zaufałam jemu i sobie, chociaż bardziej sobie. Zaufałam temu, za jakiego go uważałam. Zaufałam komuś, kto nigdy nie istniał.

- Kurwa. Zabolało.

Uśmiechnęłam się. Może zrobiłam to odruchowo, może nieświadomie. Uśmiech był zawsze lekarstwem na wszystko. Pomagał wybrnąć z tylu nieprzyjemnych sytuacji, pomagał też tym sytuacjom nastąpić. Ludzie uśmiechają się ciągle, albo nie robią tego wcale. Uśmiech personalizuje nas bardziej niż sama osobowość. Przecież w uśmiechu można się nawet zakochać.

Tak jak ja w jego.

Milczał. Może to i lepiej. Sama nie wiedziałam, co mógł jeszcze dodać. Wszystko zostało już powiedziane, klamka zapadła i kości zostały rzucone. Tak. Coś się skończyło, a jednocześnie dało początek czemuś nowemu. Czy to nie piękne?

Nie wiedziałam też, co mogłabym mu wtedy odpowiedzieć. Nie mogłam przecież dodać za dużo. Wszystko zostało już powiedziane.

Coś się skończyło i coś w nas umarło. Ale przecież śmierć jest piękna. Jest piękna, bo nic tak bardzo nie daje wolności jak śmierć. Mimo to, ludzie się jej obawiają.

Dlaczego boimy się tego co piękne? Tyle rzeczy na tym świecie jest pięknych, jednak ludzie ich nigdy nie pokochają w odpowiedni sposób. Nie zrozumieją, bo są tchórzami. A tchórz przegrywa i traci życie, kiedy się nim staje.

Ludzie boją się samotności. Ludzie boją się śmierci. Ludzie boją się żyć.

Czasami chciałoby się doświadczyć śmierci. Umrzeć, choć raz. Stać się wolnym, nie być uwięzionym w ciele tak tchórzliwego stworzenia jakim jest człowiek. To niegodna i okrutna szata, dla kogoś naszego pokroju. Okrutne jest też to, że dostaliśmy serce. I czujemy tak samo, i to samo, co zwykli śmiertelnicy.

Wtedy największe piękno traci sens. Wtedy miłość staje się niczym.

- Powiedz coś.

Jego cicha prośba rozniosła się po pustym pokoju. Słyszałam
ją, ale nie słuchałam. Moje myśli bowiem były dalej i wyżej, niż moje ciało, czy mój umysł. Były gdzieś, gdzie były wolne i piękne. A on i jego głos byli echem w oddali, które nigdy nie zdąży ich dogonić. Ścigały się ze słońcem, z wiatrem, z moim sercem.

Ale gdzie było moje serce?

- Powiedz, że postępujemy dobrze.

Przyłożyłam chłodną dłoń do miejsca, gdzie powinno być. Poczułam ciepłe i rytmiczne pulsowanie, które przebijało się przez materiał. Czyli jednak. Ono jest tutaj, w tym ciele. Jeśli je opuścisz, to zapomnisz o nim. Nie ma wtedy uczuć, są tylko myśli.

Tak, śmierć była zdecydowanie piękna.

Dodał coś. Widocznie nie wszystko zostało jeszcze dokładnie powiedziane. Chciał być pewny.

Pewny, że nie popełnił żadnego błędu.

- Zostaliśmy stworzeni po to, by być prawdziwi, nie perfekcyjni.

Nie wiem, czy zadałam mu tym ból. Prawdopodobnie nie, a może i tak. Mimo wszystko nadal nie znałam koloru jego oczu. Chciałam wiedzieć, jakie są naprawdę. Oczy jako jedyne nie potrafią kłamać, bo są zbyt wrażliwe. Pomyśl o tym.

Nigdy nie rozmawialiśmy oczami. Zawsze były to tylko moje monologi, odbijające się w oknach. Uciekał gdzieś wzrokiem, wiecznie za czymś gonił. Jedni uważali, że taki już był. Że był durniem, który durniem pozostanie już na zawsze.

Cóż, ale tylko w ich oczach.

Moje za to ponownie spotkały jego przygarbione plecy. Siedział do mnie tyłem. Widocznie nigdy nie zasługiwałam na ich spotkanie. Trochę mnie to zasmuciło. Ale tylko trochę, przecież ostatecznie niewiele czułam. Potrafiłam się nawet teraz uśmiechać.

Tak, kochałam jego uśmiech. Kochałam go za to, za jakiego go uważałam. I nic więcej, prawda?

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. To nigdy nie była miłość.

Oczywiście, że nie.

Przecież nigdy go nie było. Ani spojrzenia, ani jego samego.

Nigdy nie mieliśmy szansy się pokochać.

I wtedy wszystko stało się dla mnie jasne. Myśli zerwały cienką nitkę kłamstwa, na których je trzymałam i uleciały. Poczułam większy przypływ ciepła niż ten z serca. Poczułam go w samych koniuszkach palców i w całym pokoju. Coś pięknego, co napełniło mnie miłym i niepokojącym uczuciem, którego jeszcze nigdy nie dane było mi poznać.

Może nic się jeszcze nie skończyło. Nic nie umarło, bo nigdy nie żyło i nigdy się nie zaczęło.

Nikt nie tchnął w to uczucie oddechu.

Powoli podeszłam bliżej, rozważając każdy krok. Usiadłam tuż obok niego. Dłoń nieśmiało odnalazła drugą, o wiele większą i o wiele zimniejszą. Ta dłoń była dla mnie tym, czym nowonarodzone dziecko dla matki. Nadzieją i czymś, za co chciałam wziąć odpowiedzialność. Chciałam, aby ta dłoń pasowała tylko do mojej i na odwrót. Chciałam, żebym tylko ja, już na zawsze, mogła ją trzymać w ten sposób.

Wieczność była zbyt krótka. Chciałam, żeby była moja, nawet po wieczności i po śmierci.

Poczułam opanowujące mnie uczucie łaknienia, zaraz jednak usprawiedliwiłam prostą maksymą. Pragniemy przecież najbardziej tego, co nierealne. I tego, czego jeszcze nigdy nie mieliśmy.

Uniósł powoli głowę, jego dłoń zrobiła to samo, co moja. W jednej chwili poczułam, że pragnęła tego samego. Jego oczy zatrzymały się na moich i zastygły.

Może śmierć wcale nie była najpiękniejszą rzeczą na świecie. Zdecydowanie nie, jeśli człowiek nigdy nie doświadczył tego, co my w tamtej chwili.

Może nie byliśmy po prostu wystarczająco starzy? Może jednym wystarczało dwadzieścia, pięćdziesiąt albo i osiemdziesiąt lat, a my potrzebowaliśmy tysiąc…? Może nadal byliśmy dziećmi w skórze dorosłych? Może stawaliśmy się po prostu… ludźmi.

Może, a może i nie.

Tamtego dnia zgubiłam moje myśli bezpowrotnie, a odnalazłam serce. Coś, co dostałam i powinnam się tym opiekować.

Poprzez ofiarowanie go komuś.

Poznałam też wreszcie co to strach i dzięki temu zaczęłam nareszcie żyć. Bo zostać stworzonym a zacząć żyć to dwie różne rzeczy. Może to właśnie strach powoduje, że poznajemy się na tym drugim.

I nie żałuję. On chyba też nie. Wszystko to trwało długo, ale jakoś nam to nie przeszkadzało. Mieliśmy przecież czas do wieczności.

Albo i dłużej. Do śmierci.



Zaopiekujesz się nim…?
Tytuł to oczywiście "Do śmierci" ale przecież po co nam polskie znaki na deviantarcie, prawda?

Wyjaśniam od razu - nie użyłam tutaj ani razu imion ani nazw kraju, bowiem chciałam zrobić ten fanfik uniwersalnym. W hetalii jest w pizdu jeny pairingów i mam nadzieję, że każdy sobie tutaj coś wpasuje :)

Oczywiście dziękuję temu, kto wytrwał ze mną do końca kiedy to pisałam :heart: Dank je kochana
I nikt mi nie powie. Najlepsze pomysły przychodzą o czwartej w nocy z przeterminowaną nutellą pod pachą.

Cóż mogę jeszcze powiedzieć... obstawiam, że ta osoba która zna mnie najlepiej będzie wiedziała dlaczego i kiedy to napisałam. Just sayin'... ;-*


*kopie folder z napoczętymi fanfikami pod łóżko* ciiiiiii, może dodam więcej .3. 
Add a Comment:
 
:iconmuffinekjagodowy:
MUFFINEKJAGODOWY Featured By Owner Feb 2, 2014
Gdyby nie to, że przebrnęłam przez Nędzników (i uwielbiam tę powieść), poczułabym się jak true matfiz. Siedziałabym i nie ogarniała. A jednak siedzę w fotelu i zamiast tego zastanawiam się na sensem mojego jebanego życia.
Dobra robota Thumbs Up 
Reply
:iconbrioszka:
brioszka Featured By Owner Feb 2, 2014  Hobbyist
Ju mejd maj dej .^. Dziękuję
Reply
:iconewcian:
Ewcian Featured By Owner Nov 4, 2013  Hobbyist Artist
Yyy...tak
Reply
:iconfalseortrue:
FalseorTrue Featured By Owner Nov 3, 2013
...
^ to jest chyba najlepszy komentarz. Cisza i refleksja nad tym, co się przed chwilą przeczytało.
Brawo, po prostu brawo :<
Reply
:iconbrioszka:
brioszka Featured By Owner Nov 3, 2013  Hobbyist
:iconlazycryheartplz:
Reply
Add a Comment: